Różeniec górski, jakiego nie znacie

Najczystsze miejsca Karpat porasta niepozorna zielona roślina o grubych liściach. Różeniec górski jest w Polsce mało znany, tymczasem jego właściwości są dobrze przebadane przez naukowców. Kryje się w nim potężna siła.

Przez wiele dekad o różeńcu górskim (Rhodiola Rosea) krążyły niesamowite legendy. Nic dziwnego. Badania nad tą rośliną prowadzono głownie w Związku Radzieckim. Historia ta jest owiana tajemnicą, gdyż ściśle wiąże się z potrzebami wojska. Zaczęła się ponad 3 tys. lat temu w Chinach i na Syberii. To tam ludzie odkryli, że po zjedzeniu niezbyt smacznej roślinki czują się lepiej. Mieli więcej siły, byli bardziej skoncentrowali i mogli dłużej polować lub pracować. Były to jednak subiektywne odczucia. Legendy o różeńcu przekazywano więc sobie z pokolenia na pokolenie. W jednych opowieściach zioło miało magiczne właściwości, w innych tylko lecznicze. Jedna z takich historii trafiła około 1928 roku do młodego radzieckiego lekarza Mikołaja Lazarewa, który zajmował się wpływem różnych substancji chemicznych na organizm człowieka.

Wyniki eksperymentów i obserwacji Mikołaja zwróciły uwagę wojskowych. W trakcie II wojny światowej został więc przydzielony do zespołu badaczy, którzy mieli stworzyć wytrzymalszego żołnierza. Sowieci zdawali sobie sprawę, że Niemcy korzystali ze środków stymulujących na żołnierzach. Chcieli więc uzbroić swoje wojsko w “dopalacz”, który byłby tani w produkcji i dostępny na terenach nieopanowanych jeszcze przez wroga. Znaleźli coś znacznie lepszego. Okazało się, że różeniec faktycznie poprawiał zdolność ludzi do kontynuowania wysiłku, byli także bardziej skoncentrowani. Nie występowały jednak objawy uboczne, znane ze stymulantów lub narkotyków: znaczny spadek sił i nastroju po okresie pobudzenia czy uzależnienie. Roślina w jakiś dziwny sposób pomagała. Mechanizm działania był na tyle niepowtarzalny i inny od efektów wywoływanych przez pozostałe zioła czy leki, że postanowiono ująć to w naukowe ramy i dokładnie opisać. Wtedy na scenę wkroczył inny radziecki uczony: Israel Breckhman. Gdy zebrał wszystkie znane mu badania, uznał, że wszystko układa się w pewien schemat. W dużym skrócie: uznał, że różeniec zawiera substancje wzmacniające odporność na czynniki zaburzające równowagę wewnętrzną. Nie chodziło więc o windowanie możliwości człowieka na krótki czas, ale o poprawienie jego zdolności adaptacyjnych do stresu (tego psychicznego, jak i fizycznego). Rośliny o takich właściwościach, a dokładniej substancje, które się w nich znajdują, nazwano adaptogenami. Początkowo rezultaty tych odkryć nie przebijały się poza Żelazną Kurtynę. Czytając różne relacje z tamtych lat, możemy się dowiedzieć, że zespół, którym dowodził Breckhman, mógł liczyć aż 1,2 tys. badaczy. On sam zyskał zaś wysoką pozycję w strukturach władzy radzieckiej. Dziś wiemy, że odkrycia Lazarewa i Breckhmana dają się zweryfikować przez naukowców na całym świecie, którzy wzięli pod lupę adaptogeny. Wyizolowano także substancje, które mają działanie adaptogenne. To rozawiny i salidrozydy. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) potwierdza, że różeniec górski pomaga organizmowi przystosować się do stresu emocjonalnego i wysiłku fizycznego. Najnowsze badania wskazują, że składniki zawarte w roślinie wpływają na niwelowanie zmęczenia i bólu głowy wywołanego stresem. Może także łagodzić trudności ze snem, słabym apetytem, spadkiem wydajności pracy. Osoby, które potrzebują większego skupienia także były poddawane badaniom i okazało się, że Rhodiola Rosea pomaga stymulować percepcję, a ponieważ pomaga chronić przed stresem i nadciśnieniem, ma także korzystny wpływ na układ sercowo-naczyniowy.

Powyższa historia wskazywałaby na to, że różeniec ukrywa się gdzieś w syberyjskich górach. Botanicy odkryli go jednak także w Karpatach. Możemy go więc spotkać w polskich parkach narodowych. Hodują go także polscy naukowcy w placówkach badawczych. Różeniec jest również ceniony w innych krajach karpackich, gdzie rośnie dziko. Swoje niezwykłe właściwości zawdzięcza tysiącom lat przystosowywania się do trudnych, górskich warunków. Narażona na wiatr, niskie temperatury roślina gromadziła w swoim wnętrzu składniki, które miały ją chronić. Na pozór wygląda nieprzystępnie. Szarozielone liście są pokryte grubą warstwą wosku. Jednak to tylko pozory – we wnętrzu kryje przecież prawdziwe skarby, a gdy ogrzeje ją słońce, zachwyca pięknymi kwiatami mieniącymi się żółciami i czerwieniami.
Obszar załączników

Fot. Tero Laakso (CC BY-SA 2.0)