#NaWakacjePodkarpacie

Podkarpackie to dwa szczególnie piękne parki narodowe: Magurski i Bieszczadzki. Oprócz bezcennej przyrody region ten przyciąga magicznymi legendami i wybitną architekturą. Można wybrać się na przykład szlakiem architektury drewnianej. Jeśli jednak komuś się wydaje, że to koniec atrakcji, to warto odkryć przepyszny szlak smakami Podkarpacia. Fuczki, proziaki, hreczanki, rosolisy nęcą w regionalnych karczmach, restauracjach i górskich schroniskach. Bryndza z chaty na skraju lasu rozbudza zmysły i uświadamia nam, że aby odtworzyć ten smak, nie wystarczy jej kupić w sklepie. Trzeba wrócić do tych miejsc i smakować je z całym ich rozkosznym pięknem.

Oczywiście to tylko przedsmak tego, co czeka nas na Podkarpaciu. Doskonałą bazą do wojaży po regionie jest Przemyśl, który sam w sobie jest prawdziwą perłą na mapie Polski. Można więc spędzić miło czas w jednej z wielu uroczych restauracji, pospacerować cichymi uliczkami, wtopić się w gwar rynku.

Obowiązkowym punktem programu wycieczkowego jest wizyta w Muzeum Dzwonów i Fajek. W Wieży Zegarowej możemy zobaczyć, w czym kiedyś palono tytoń i podziwiać kunszt przemyskich ludwisarzy, których prace rozbrzmiewają na wielu dzwonnicach w Polsce.

Jedną z atrakcji miasta są także stare, średniowieczne mury, krypty i 400 m podziemnych korytarzy pod przemyską starówką. Miejsce niepowtarzalne, uwodzące tajemnicami i klimatem kupieckich magazynów, miejskich spichlerzy, piwnic, szynków. Zresztą jeśli ktoś już chce eksplorować Przemyśl pod ziemią, to warto także zajrzeć pod kamienną posadzkę archikatedry Wniebowzięcia Najświętszej Panny Marii i św. Jana Chrzciciela. Nad głową będziemy mieć gotyckie i barokowe dzieło architektury, a przed oczami świadectwa długiej historii miasta. Atrakcją z zupełnie innej epoki, choć także częściowo skrytą pod ziemią, jest Kaponiera 8813 – schron Linii Mołotowa, który został odrestaurowany przez pasjonatów i stoi naprzeciwko hotelu Accademia. Stąd niedaleko do innego zbrojnego reliktu: Schronu Kierowania Obroną Cywilną znajdującego się pod budynkiem Szkoły Podstawowej nr 14 i wybudowanego wraz ze szkołą w 1966 roku podczas słynnej akcji „1000 szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego”.

Wspinając się coraz wyżej, dowiemy się, dlaczego w niektórych przekazach historycznych Przemyśl nazywany był Verdun frontu wschodniego. To określenie to zasługa imponujących fortyfikacji Twierdzy Przemyśl, które mają szansę zostać wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

O królewskich czasach miasta przypomina także Zamek Kazimierzowski. Swą nazwę zawdzięcza królowi Kazimierzowi, który założył na Podkarpaciu swoją warownię. Dziś zamek jest stopniowo restaurowany i znajduje się w nim siedziba Przemyskiego Centrum Kultury i Nauki.

Niezapomniany jest także widok całej panoramy Przemyśla. Można ją podziwiać po krótkiej wycieczce na szczyt Kopca Tatarskiego. Legenda głosi, że to kurhan chana zabitego podczas tatarskich najazdów. Wzgórze (356 m n.p.m.), na którym usypano kopiec nazwano „Zniesienie” (czyli „pokonanie”), co miało być pamiątką zwycięstwa wojsk polskich nad Tatarami. Tajemnica drzemiąca w kopcu budzi do dziś emocje, bo według innych przekazów jest grobem założyciela Przemyśla księcia lechickiego – Lestka.

Trudno spotkać kogoś, kto patrząc na Połoninę Wetlińską czy Caryńską, nie stanie w miejscu zaskoczony jej pięknem i majestatem dzikiej przyrody. Nawet biegacze górscy, którzy podczas zawodów walczą o cenne sekundy, przystają zachwyceni, chłonąc magię tych przestrzeni. Bo Bieszczady stały się też miejscem treningów i rywalizacji ultramaratończyków. O Rzeźniku słyszał już niemal każdy człowiek w kraju, kto choć trochę interesuje się sportem. Międzynarodową renomę zyskuje też Łemkowyna Ultra-Trail, która przyciąga ludzi z najdalszych rejonów świata.

Niezależnie, czy ruszamy na szlak biegiem, marszem czy rowerem warto zachowywać środki bezpieczeństwa i stosować się do ograniczeń związanych z ochroną dzikiej przyrody i zwierząt. W Parku Narodowym i rezerwatach poruszamy się więc wyłącznie po szlaku, w godzinach opisanych na tablicach informacyjnych. Pamiętajmy, że Bieszczady to kraina, którą nadal władają żywioły. Przed wyjściem oszacujmy swoje możliwości i dostosujmy je do długości i trudności szlaku. Warto pamiętać, że na szczyt prowadzi przeważnie kilka różnych szlaków i możemy wybrać ten dostosowany do naszych potrzeb. 

Dobrze jest zostawić informację w miejscu naszego noclegu: gdzie idziemy i kiedy planujemy powrót. Ze sobą należy zabrać zapas wody, jedzenia. Dłuższe wycieczki wymagają też namysłu nad odzieżą. Zawsze musi być ona dostosowana do bieżącej pogody i tej prognozowanej. Niezależnie od wszystkiego dobrze mieć ze sobą kurtkę przeciwdeszczową, folię ratunkową i gwizdek, którym możemy wzywać pomocy w razie problemów. Sprawdźmy też czy mamy dobrze naładowany telefon, a w nim numer telefonu do GOPR. Mapa, krem przeciwsłoneczny, osłona głowy, płyn przeciw komarom i mała apteczka to także wyposażenie przezornego turysty planującego spędzić dzień na szlaku.

– Chociaż, gdy wędrowałem w Bieszczadach w latach 70. i 80., takich zabezpieczeń nie było. Ale zawsze coś cieplejszego i przeciwdeszczowego miałem. Wtedy, wędrując na polany jagodowe pod Caryńską, można było spotkać ukryte ziemianki z mieszkańcami – wolnymi ludźmi. A w Paśmie Otrytu w gęstej mgle – żubry. I wokół żywego ducha: cisza, spokój – wspomina Marek Kuchciński.

Ale warto wędrować nie tylko w wysokich Bieszczadach. Pogórze Przemyskie z Kopystańką, Połoninkami Kalwaryjskimi i Arłamowskimi, Doliny Sanu i Wiaru. Dalej Góry Słonne, Beskid Niski! To miejsca dla wrażliwych i wytrwałych. Tam są ścieżki piesze i rowerowe. A przede wszystkim piękne krajobrazy.

– Czasem wędrujemy nocą… jakiś zwierz wyje, inny warczy… Albo dochodzimy do wody, cisza, żadnych fal, a brzegu drugiego nie widać, ale przeprawiamy się, płyniemy, wreszcie drugi brzeg – przepłynęliśmy Solinę – opowiada marszałek.

Bieszczadzkie szlaki są przeważnie dobrze oznakowane, ale pamiętajmy, że osoby początkujące powinny zakładać margines błędu w granicach 20 proc., czytając informacje o czasie pokonania szlaku do najbliższego punktu orientacyjnego (na przykład schroniska). Kierujmy się też zasadą, że na dłuższy spacer wybieramy się rano, tak by zejść do bezpiecznego miejsca przed zmrokiem. Góry, połoniny, lasy potrafią wciągnąć bez pamięci i tracimy poczucie czasu, ale względy bezpieczeństwa są po to, byśmy tę magię mogli odbierać jak najdłużej i w jak najlepszym stanie.

Taką też powinniśmy zostawić przyrodę, Coraz popularniejsze staje się obozowanie w odludnych miejscach, budowanie samemu schronień (bushcraft). Zanim zanurzymy się w dzikie ostępy, należy jednak poprosić o zgodę miejscowego leśnika, który może nam także wskazać dobre miejsce do rozbicia namiotu, rozciągnięcia tarpa czy hamaku. 

Gdy już zejdziemy ze szlaku i zechcemy odpocząć, Podkarpackie kusi nas regionalnymi smakami. Dobre restauracje posiadają certyfikaty potwierdzające, że korzystają z miejscowych produktów lub przyrządzają regionalne specjały. Zazwyczaj jest to prosta kuchnia pasterska tworzona na  bazie sycących kasz, ziemniaków, kapuście, soczewicy, grochu, bobie. Do wyrobu używa się też lokalnych serów. W karczmach i restauracjach koniecznie szukajmy o werenyhy (rodzaj pierogów), kaszełynika (zupa ze świeżej kapusty i buraków), fuczki i proziaki (rodzaj placków) albo hreczynków (kotlety z kaszy gryczanej i mięsa). Prawdziwe delicje stoją w miejscowych spiżarniach: dżemy, powidła, soki, miody. Czyste rzeki i stawy to także atut… kulinarny. Ryby z ziołami, miodami zachwycają gości.

Letnia przygoda na Podkarpaciu to niezapomniany czas kontaktu z tym, co naturalne, czyste i nieosiągalne w wielkich miastach. Nie zapominajmy, że zawdzięczamy to ludziom, którzy w tym roku zmagają się ze skutkami tragicznej powodzi. Możemy im pomóc między innymi poprzez różne zbiórki. Caritas udostępniania swoje konto na pomoc dla poszkodowanych 96 1020 4391 0000 6902 0002 2616 z dopiskiem „Powódź”.