Marek Kuchciński w 40. rocznicę Solidarności: My, politycy, wyrośliśmy z ducha Solidarności. Naszym obowiązkiem jest trwanie przy nim i umacnianie go

W 40. rocznicę powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” Marek Kuchciński uczcił tę rocznicę podczas uroczystości zorganizowanych przez przemyską Solidarność. Uczczono także pamięć bł. ks. Jerzego Popiełuszki i Jana Pawła II. Kwiaty złożył także pod tablicą pamiątkową na Kamiennym Moście, gdzie miał swoją siedzibę Zarząd Regionu Południowo-Wschodniego NSZZ „Solidarność”. Podczas uroczystości w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej mówił o tym, jak widzi Solidarność – poprzez pryzmat wielkich historycznych wydarzeń oraz własnych doświadczeń. – Od 40 lat trzonem Solidarności jest Związek Zawodowy, ale jeśli spojrzymy z wielopokoleniowej perspektywy – historycznej i politycznej – to Solidarność jest największym ruchem w Europie, obejmującym wszystkie grupy społeczne, zawodowe, cały kraj. W  1989 roku uruchomiła ona proces tworzenia niepodległych państw w Polsce, na Węgrzech, a za dwa lata u Bałtów, rok przed runięciem muru berlińskiego – mówił marszałek Sejmu.

Marek Kuchciński przekonywał, że na Solidarność patrzy jak na ruch, który towarzyszył nam w dziejach wielokrotnie – wielki ruch w obronie odradzającej się Polski, jednoczący cały naród – jak w roku 1920. Duch Solidarności według marszałka ujawnił się także w 1944 roku podczas akcji Burza i uporczywej walki o niepodległość. – To nie była tylko walka przeciw Niemcom, ale pokazanie tym, którzy przychodzą ze wschodu, że w granicach Rzeczypospolitej istnieje legalna władza państwowa; Polskie Państwo Podziemne i jego zbrojne ramię – kilkusettysięczna Armia Krajowa. Z dzisiejszej perspektywy Ruch Solidarności to żywo przypomina. To jest nasza cecha narodowa, cecha polska, cecha Europy Środkowej – powiedział.

Marszałek podkreślił, że znaczny wkład w marszu ku wolności miała Polska Wschodnia – zapoczątkowały go strajki w Mielcu, Sanoku (początek lipca 1980), a następnie w Lublinie i Świdniku. – To się zaczęło u nas – w miejscach, które wciąż trwają przy tradycji i wartościach – zaznaczył Marek Kuchciński.

Swoją siłę w dużej mierze Solidarność zawdzięcza Kościołowi. Kamieniem, który poruszył lawinę zmian był według marszałka wybór Karola Wojtyły na Ojca Świętego.

Solidarności nie byłoby także bez ludzi takich jak Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda czy pierwszy zastępca przewodniczącego Lecha Wałęsy – Lech Kaczyński. – To on w gruncie rzeczy prowadził Związek, a dzisiaj żyjemy w państwie kierowanym przez ugrupowanie, które on stworzył i to ugrupowanie realizuje program Solidarności. Lech Kaczyński to człowiek Solidarności, który w myśl nauki Kościoła pojmował ją także jako zdolność dzielenia się swoimi możliwościami ze wszystkimi, którzy potrzebują wsparcia – przekonywał Kuchciński.

– My, ludzie, którzy dziś pełnimy funkcje w polityce, wyrośliśmy z ducha Solidarności i naszym obowiązkiem jest trwanie przy nim i umacnianie go, wprowadzanie Solidarności do naszej codziennej aktywności. Dziękuję wszystkim przewodniczącym Solidarności: pracowniczej, rolniczej oraz tej w wolnej już Polsce – mówił marszałek.

Marek Kuchciński działał w Solidarności Rolniczej. Od początku 1989 r. aktywnie zaangażował się w działalność Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w Przemyślu, którego został rzecznikiem prasowym i był współzałożycielem KO „Solidarność” w województwie przemyskim; 1990-1992 był członkiem Krajowego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” przy Lechu Wałęsie; 1990-1999 – członkiem i prezesem struktur wojewódzkich Porozumienia Centrum.

Wielki ruch Solidarność, który był odpowiedzią na niezapomniane wołanie Jana Pawła II z warszawskiego placu Zwycięstwa i zmienił „oblicze tej ziemi”, zrodził się w mieście, w wielkich zakładach przemysłowych, od początku jednak wiatrem przemian ogarnął polską wieś, poddawaną przez lata PRL-u socjalistycznym eksperymentom – czytamy w książce „Solidarność Rolników 1980-1989”. Solidarność stała się bowiem zrywem ogólnonarodowym, obejmującym wszystkie środowiska zawodowe i społeczne, w tym również rolników, nazywanych wówczas indywidualnymi, którzy o posiadanie niezależnych związków zawodowych walczyli najdłużej.

Występując wspólnie z Solidarnością miejską – pracowniczą, czerwoną, „dużą” – Solidarność zielona, „mała”, wiejska, chłopska, rolnicza, miała swój udział zarówno w poszerzaniu przestrzeni wolności w okresie „karnawału” 16 lat 1980-1981, podtrzymaniu z pomocą Kościoła woli oporu wobec dogorywającego po wprowadzeniu stanu wojennego systemu, jak i w zmianach ustrojowych zapoczątkowanych przy okrągłym stole.

Na wsi spoczywało wielkie brzemię, odpowiedzialność za budowanie tożsamości narodowej i godność człowieka i obrona ziemi. Ona także broniła przed totalitaryzmem, dawała wsparcie i schronienie, w czasie drugiej wojny światowej, np. żołnierzom wyklętym.